zamknij
Fot. Materiały prasowe Philips

Philips twierdzi, że ich nowy produkt stanowi prawdziwą rewolucję na rynku oświetlenia samochodowego. Nowe „żarówki” dają dwukrotnie jaśniejsze światło, które barwą jest zbliżone do światła dziennego. A do tego okazują się tytanicznie trwałe i pozwalają niemalże na dożywotnią eksploatację. Zanim jednak popadniemy w zachwyt, warto wcielić się w rolę adwokata diabła. Jakie są zatem wady supermocnych lamp Philips X-treme Ultinon LED?

Philips X-treme Ultinon LED to jedno z najnowszych dzieci holenderskiego producenta elektroniki użytkowej. Firma pokazała nowoczesne lampy mniej więcej dwa lata temu, a te dosyć szybko zostały okrzyknięte mianem rewolucji. Rozwiązanie ma szereg zalet. Podstawowa dotyczy sposobu produkowania światła. Snop generowany przez LED-ową „żarówkę” jest o 200 proc. jaśniejszy w porównaniu ze snopem tworzonym przez klasyczny halogen. Dodatkowo charakteryzuje się temperaturą barwową na niespotykanym dotąd poziomie – w przypadku świateł mijania 6500 K, a lamp sygnalizacyjnych 6000 K.

Światło tak jasne jak w dzień!

Temperatura barwowa oznacza, że strumień światła tworzonego podczas jazdy nocą przez lampę mijania Philips X-treme Ultinon LED jest niemalże idealnie biały i ma kolor zbliżony do światła dziennego. A w ten sposób zdecydowanie poprawiane jest pole widzenia i kontrastowość oświetlanych przedmiotów. Kierowca może zobaczyć więcej i szybciej, przez co skracany jest czas jego reakcji w razie pojawienia się jakiegokolwiek zagrożenia. Jeżeli chodzi o lampy sygnalizacyjne, nowoczesne „żarówki” LED-owe Philipsa szybciej uruchamiają się od klasycznych. To oznacza, że pasażerowie innych aut wcześniej dostrzegą włączający się kierunkowskaz czy światło stopu i mają więcej czasu na podjęcie ewentualnej reakcji.

Lampy Philips X-treme Ultinon LED zostały dostosowane do budowy obecnie stosowanych w autach reflektorów. Świateł w samochodzie nie trzeba w żaden sposób przebudowywać ani modyfikować. Wystarczy zamontować nową „żarówkę” i po prostu jeździć. Aby to stało się możliwe, inżynierowie Philipsa musieli przedsięwziąć dwa kroki. Po pierwsze dostosowali złącze oraz sposób współpracy z optyką reflektora. Źródła światła LED znajdują się dokładnie w tym samym miejscu, w którym znajdują się żarniki standardowej żarówki. W ten sposób nie ma żadnego problemu m.in. z ustawieniem świateł w aucie.

Po drugie konieczne stało się zastosowanie własnego systemu chłodzenia. Parametry pracy lamp Philips X-treme Ultinon LED powodują, że podczas jazdy generowana jest wysoka temperatura. Aby ta nie zniszczyła zarówno samej „żarówki”, jak i reflektora, inżynierowie opracowali dwa systemy odprowadzania ciepła. W przypadku lamp zastępujących światła H4 i H7 w obudowie zamontowali zestaw kanalików chłodzących. W mniejszych źródłach światła pojawiły się elementy ceramiczne, które wyśmienicie odbierają nadmiar temperatury.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ  Awaryjność nowych samochodów - jest coraz gorzej

Philips X-treme Ultinon LED wytrzymują nawet 12 lat!

Dostosowanie do samochodowej instalacji i umiejętne operowanie ciepłem sprawia, że Philips mocno wydłużył czas życia swoich nowych lamp. Według inżynierów holenderskiej firmy ten może wynosić nawet 12 lat. A to akurat bardzo dobra informacja – kierowca otrzymuje niemalże pewność, że nigdy nie zostanie zmuszony do wymiany żarówki mijania w słabo oświetlonym i słabo oznaczonym miejscu podczas podróży poza terenem zabudowanym. Kolejną zaletą lamp Philips X-treme Ultinon LED jest fakt niezwykle wszechstronnej oferty. Można je stosować nie tylko w reflektorach przednich w przypadku świateł mijania, ale również w światłach sygnalizacyjnych oraz do oświetlania kabiny pasażerskiej pojazdu czy  podświetlania zegarów.

Gdzie zatem ukrywają się wady? Jak już wspominałem, lampy Philips X-treme Ultinon LED zadebiutowały ponad dwa lata temu. Mimo wszystko do tej pory nie zdobyły europejskiej homologacji zezwalającej na stosowanie na drogach publicznych. A to oznacza, że „żarówki” można kupić i zamontować, jednak wyłącznie w aucie sportowym poruszającym się poza szlakami drogowymi. Oporne podejście do pomysłu holenderskiej firmy ma przede wszystkim Unia Europejska. Sprzedaż produktów i ich stosowanie w samochodach eksploatowanych na drogach cywilnych jest możliwe m.in. w Rosji czy Chinach. Na razie nic nie wskazuje na to, że postawa europejskich urzędników ulegnie zmianie. Ci do pozytywnej decyzji potrzebowaliby bowiem wprowadzenia nowych przepisów.

Lampy Philips widoczne, ale czy nie za bardzo?

Osobiście miałem okazję zobaczyć sposób pracy lamp Philips X-treme Ultinon LED. I muszę przyznać, że świecą naprawdę mocno. Jestem w stanie uwierzyć, że nowe światła mijania sprawiają, że kierowca widzi więcej i jest w stanie dokładniej identyfikować zagrożenia. Jednak w tym momencie warto też zastanowić się nad innymi użytkownikami dróg. A tu już sytuacja nie jest taka różowa. O ile w dzień jasność nowych „żarówek” jeszcze tak mocno nie przeszkadza, o tyle już jazda wieczorem w korku za osobą, która ma LED-owe światła stopu może być delikatnie mówiąc męcząca. Każde naciśnięcie pedału hamulca oznacza uwolnienie intensywnego snopa światła, który oślepia zamiast przyspieszyć reakcję innych użytkowników dróg.

Oczywiście nadal uważam, że rozwiązanie zaprezentowane przez Philipsa może stanowić przyszłość systemów oświetlenia w motoryzacji. Zastanowiłbym się jednak poważnie nad jego szerokim stosowaniem. Lampy, które jak najbardziej sprawdzają się w przypadku świateł mijania o ściśle określonej specyfice pracy, nie do końca sprawdzą się w światłach stopu czy kierunkowskazach o nieco bardziej frywolnym wskaźniku rozproszenia. Jak to zmienić? Inżynierowie powinni pomyśleć o systemie, który nieco stonuje możliwości lampy w sytuacji, w której ta mogłaby oślepiać innych użytkowników dróg. To by sprawiło, że Philips stworzyłby drogowy ideał w kwestii oświetlenia.

Tagi: lampy LEDlampy LED w samochodachreflektory
Kuba Brzeziński

Autor Kuba Brzeziński

Czasami racjonalista, czasami pedantyczny wielbiciel abstrakcji. Ceni wolność i niezależność. Niepoprawny miłośnik samochodów, który wierzy, że pod masą śrubek i mechanizmów kryje się dusza. Poza tym dziennikarz - motoryzacyjny oczywiście.