zamknij
PO GODZINACH

Legendy PRL-u: Fiat 126p – jaki Włoch? Przecież Maluch jest polski!

Fot. Materiały FSM

Na początku lat siedemdziesiątych polski przemysł motoryzacyjny miał się naprawdę dobrze. W kraju nad Wisłą produkowane były Duże Fiaty, Syreny i Warszawy. I choć wybór trzech modeli wydawał się całkiem szeroki, każde z tych aut miało zasadniczy problem. Tak naprawdę nigdy nie było dla ludu. Zmianę przyniósł rok 1973, a wszystko za sprawą niewielkiego przybysza z Italii. Maluch szybko stał się szczególny. Bo co prawda Fiat 126p pochodził z Włoch, ale tak naprawdę w ciągu 27 lat produkcji stał się typowo polski!

Fiat jeszcze od czasów międzywojennych słynął z budowy małych samochodów popularnych. A tradycję tą zapoczątkował w 1936 roku model Topolino. I choć auto osiągnęło duży sukces, tak naprawdę szał na maluchy z Italii rozpoczął się dopiero w roku 1957 za sprawą legendarnego już modelu 500. Niewielkie wozidełko miało ogromną ilość uroku, a do tego w dużej mierze zmotoryzowało Włochy. Mimo wszystko już na początku lat siedemdziesiątych wymagało poważnych zmian. A powiew świeżości miał przyjść za sprawą modelu nowej generacji – Fiata 126.

Dwudrzwiowy mieszczuch miał kilka zalet. Był prosty technologicznie, niezwykle zwinny, stosunkowo praktyczny i co najważniejsze, bardzo tani. A tak ukształtowany zestaw cech dosyć szybko zainteresował władzę ludową. Do czego w PRL-u potrzebny był Fiat 126? Miał wreszcie zmotoryzować wszystkich Polaków. Rozmowy dotyczące małego modelu nie trwały długo. Z całą pewnością w dojściu do porozumienia pomogły dygnitarzom komunistycznym dobre relacje z turyńskim producentem od czasu zakupu w roku 1965 licencji na produkcję Dużego Fiata.

Piękna historia zaczęła się 6 czerwca 1973 roku!

9 września 1972 roku dumni Włosi oficjalnie pokazali Fiata 126. Kilka tygodni później wystartowała sprzedaż auta we Włoszech. Ten sam model, jednak z przydomkiem p, pojawił się na linii polskiej fabryki już 6 czerwca 1973 roku. Produkcja pojazdu została powierzona Fabryce Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej. Początkowo zakłady FSM zajmowały się montażem samochodu z podzespołów przywożonych z Włoch. W ten sposób powstały egzemplarze demonstracyjne. Oficjalna produkcja wystartowała już 22 lipca. Dwa lata później pierwszy Fiat 126p zjechał z linii nowej fabryki w Tychach.

Malucha – bo tak mniej więcej od 1977 roku zaczęto oficjalnie nazywać Małego Fiata – Polacy pokochali z miejsca. Niewielkie nadwozie ważyło 600 kilogramów, mieściło 4 osoby oraz 100 litrów bagaży pod przednią maską. Silnik miał pojemność 0,6 litra, 2 cylindry, 23 konie mechaniczne i 39 Nm momentu obrotowego. O osiągach zatem lepiej nie mówić… W zamian Fiacik miał styl! A szczególnie uwodzicielskie były chromowane zderzaki potocznie nazywane nartami. Poza tym w oczy rzucały się kwadratowe lampy przednich reflektorów, które wyglądały jak charakterystyczne oprawki okularów świecącego triumfy na estradzie Zbigniewa Wodeckiego. Nadwozie miało jednak pewną wadę. Współczynnik oporu powietrza wynosił 0,47, dzięki czemu Maluch był równie opływowy co pudło od telewizora.

Silnik Fiata 126p był umieszczony z tyłu. Napęd trafiał na tylne koła, a bagażnik był umieszczony pod maską. To w głowach rozmarzonych fanów PRL-owej motoryzacji musiało rodzić oczywiste, choć nieco naciągane skojarzenia z Porsche. Dzisiaj ciężko to sobie wyobrazić, jednak Fiat 126p nie był jedynie sympatycznym autem do miasta. Pełnił również rolę pełnoprawnego środka transportu na rodzinne wakacje. To na pokładzie tego auta polskie gospodarstwa domowe udawały się w podróż chociażby do Bułgarii.

Zakup Fiata 126p to… eksport wewnętrzny!

Fiat 126p miał zmotoryzować Polaków. Pięknie brzmiąca oficjalna linia partii niestety w niewielkim stopniu przekładała się na rzeczywistość. Aby móc się stać szczęśliwym posiadaczem Małego Fiata, trzeba było otrzymać przydział w postaci talonu. Alternatywnie auto można było kupić za bony Banku PEKAO lub dewizy w ramach – kuriozum – eksportu wewnętrznego. Ile kosztował Maluch? W pierwszej połowie lat siedemdziesiątych trzeba było zapłacić za niego 69 tysięcy ówczesnych złotych. To stanowiło równowartość 20 średnich pensji krajowych.

Co ciekawe, to samo auto kilka godzin po odebraniu z salonu można było sprzedać na giełdzie ze sporym zyskiem. Na wolnym rynku Fiat był wyceniany na 110 tysięcy złotych. Maluch nie tylko szybko wszedł na pierwszą pozycję motoryzacyjnych marzeń Polaków, ale także stał się gwiazdą. Już w maju roku 1975 u boku Andrzeja Kopiczyńskiego pojawił się w kultowym serialu „Czterdziestolatek”.

Rok 1975 jest jednak również w pewnym sensie przykrą datą. To wtedy dziennikarze niemieckiego magazynu „Auto Motor und Sport” przeprowadzili na aucie test zderzeniowy. Wynik? Fiat 126 po uderzeniu w sztywną barierę stracił prawie 30 cm przodu! Uszkodzenia kabiny mimo wszystko nie miały większego znaczenia dla obrażeń pasażerów. Siła wypadku wyrwała mocowania pasów bezpieczeństwa, a posadzony na fotelu kierowcy manekin wypadł przez przednią szybę.

Większa pojemność i dodatkowy koń mechaniczny

W roku 1977 inżynierowie zdecydowali się na pierwszą modernizację Malucha – model po zmianach został pokazany podczas targów poznańskich w czerwcu. Na jej mocy wzrosła pojemność silnika z 594 do 652 cm3, pojawił się tłumik szmerów ssania, alternator i większe bębny hamulcowe, a na pokrywie silnika zniknęły skrajne szczeliny. Większy motor oznaczał wyższą moc. Od tego momentu Fiat 126p zamiast 23 miał 24 konie mechaniczne. Moment obrotowy wzrósł z 39 do 42 Nm i tak naprawdę nadal słabo radził sobie z 600-kilogramową kubaturą auta. Niewiele zmienił się również spory apetyt silnika. Nadal średnie spalanie potrafiło wynosić 7 litrów benzyny.

Nowy Maluch oznaczał też nowe wersje „wyposażenia”. Wersja S (Special) oferowała mocniejszy silnik, wycieraczki z regulacją prędkości pracy, blokadę stacyjki i podgrzewaną tylną szybę. W modelach L (Lux) standardem była kontrolka hamulca ręcznego, większe bębny hamulcowe, materiał na fotelach zamiast skaju oraz nakładki na chromowanych zderzakach – tzw. wąsy. Topowy model został nazwany K (Komfort). W jego przypadku bez dopłaty kupujący otrzymywał lusterko wsteczne, kierownicę wykonaną z pianki, półkę z miejscem na głośnik oraz lampkę w kolumnie kierowniczej.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ  TOP 10: Polskie prototypy aut

W roku 1980 zamknął się pewien rozdział w historii Fiata 126 – włosi zrezygnowali z produkcji modelu. W Polsce za to montaż trwał w najlepsze. Już 1 października 1981 roku nastąpił pierwszy przełom. Po rekordowym roku 1980 – udało się sprzedać aż 214 432 auta! – w Polsce został wyprodukowany milionowy Maluch. Lata 1982 – 1983 przyniosły kolejne drobne modyfikacje pojazdu. Za sprawą nowego gaźnika i trójkomorowego tłumika wydechu inżynierom udało się obniżyć zapotrzebowanie auta na paliwo o 7 procent. Zmiany objęły też komorę spalania, wałek rozrządu oraz aparat zapłonowy.

Milion za milionem – Fiat 126p był hitem

Lata osiemdziesiąte zwiastowały w Polsce rychłą zmianę systemu. Dla Fiata 126p były za to czasem największych triumfów. W ciągu całej dekady tylko w dwóch latach produkcja auta spadła poniżej 150 tysięcy egzemplarzy. To sprawiło że już w roku 1985 przełamana została kolejna granica. Linię produkcyjną opuścił dwumilionowy Maluch. FSM nie chciało rezygnować z produkcji modelu, po którym coraz mocniej było czuć upływ czasu. Dlatego w kwietniu 1985 roku przeprowadzona została gruntowna modyfikacja. Na jej mocy Polacy dostosowali auto do europejskich norm homologacyjnych i przeprowadzili lifting.

Po modernizacji Maluch rzeczywiście prezentował się młodziej. Zmiana pociągnęła za sobą jednak wyeliminowanie elementów, które stały się częścią DNA auta. Przykład? Zniknęły stylowe, chromowane zderzaki. W ich miejsce pojawiły się bezduszne, plastikowe. Zaprzestano też montować niesamowicie wyglądające felgi zwane cytrynkami. Zmiany na plus? Rozrusznik zaczął był uruchamiany poprzez przekręcenie kluczyka, a nie przycisk, zamiast ręcznej pompki spryskiwacza pojawiła się elektryczna, a do tego zastosowano dmuchawę zimnego powietrza z nawiewem na przednią szybę.

Fiat 126p mógł być mocno kojarzony z PRL-em. Mimo wszystko dosyć dobrze przetrwał okres transformacji systemowej. Oczywiście produkcja auta po roku 1990 spadła. Winna temu stała się jednak zachodnia konkurencja, która po otwarciu granic nagle zawitała nad Wisłę. W roku 1992 zakończył się montaż Malucha w Tychach. To także moment, w którym FSM przestało istnieć, a powstał Fiat Auto Poland. Po przejęciu polskiej fabryki przez Włochów jasne stało się to, że 126p nie wróci już do roli hitu sprzedaży. Mimo wszystko w roku 1994 na rynku pojawia się Fiat 126 EL.

Elegant za 14 tysięcy? Chętnych nie brakowało

Popularny Elegant stanowił przemieszanie części znanych z Malucha i produkowanego w Polsce Cinquecento. Choć miał być produkowany tylko przez dwa lata, utrzymał się na rynku aż do 2000 roku. Auto kosztowało zaledwie 14 tysięcy złotych, a wartość ta była na tyle bezkonkurencyjna, że cały czas kusiła kierowców. 22 września 2000 roku taśmę produkcyjną w Bielsku-Białej opuścił ostatni Fiat 126 z tysięcznej linii pożegnalnej Happy End. Auto otrzymało żółty lakier i trafiło do muzeum w Turynie. Maluch był produkowany w Polsce przez 27 lat. W tym czasie powstał w ilości 3 318 674 sztuk. Co ciekawe, wyższy wolumen zaoferowały Tychy – to tam zmontowano prawie 2 miliony egzemplarzy.

Choć najbardziej znana jest klasyczna wersja Fiata 126p, polscy inżynierowie nieustannie pracowali nad kolejnymi koncepcjami rozwojowymi. A wartych wspomnienia jest co najmniej pięć. Już w roku 1974 pokazany został ciekawy koncept o nazwie Bombel. Samochód dostawczy z nadbudową wykonaną z żywicy poliestrowej wzmocnionej włóknem szklanym powstał przy współpracy z Akademią Sztuk Pięknych i Cezarym Nawrotem. Auto oferowało ładowność 300 kilogramów oraz przestrzeń załadunkową o objętości 1 m3. Powstało w sumie 16 prototypów Bombla. Wszystkie były używane przez dział sportu FSM jako auta serwisowe podczas wyścigów i rajdów.

W roku 1977 światło dzienne ujrzał Fiat 126p Kombi. To tak naprawdę jeden z lepszych konceptów zbudowanych na bazie Malucha. Mimo iż inżynierowie było mocno ograniczeni konstrukcją włoskiego auta, udało im się zbudować prawdziwie praktyczny środek transportu. Powiększony o 10 cm rozstaw osi oraz silnik o poziomym układzie cylindrów umieszczony pod podłogą sprawiły, że Fiat oferował bagażnik o imponującej pojemności 500 litrów. To więcej niż zabiera na pokład chociażby najnowsza odsłona Forda Mondeo liftback!

Bombel, kombi i BIS – te modele rozpalały wyobraźnię

Końcówka lat siedemdziesiątych to również czas, w którym inżynierowie zaczęli eksperymentować z przednim napędem w Maluchu. Silnik został przeniesiony pod przedłużoną maskę, dzięki czemu Fiat 126p NP był bardziej funkcjonalny i otrzymał większy bagażnik. Mimo iż nad projektem pracowała plejada polskich projektantów i inżynierów, ostatecznie i tak zakończył się fiaskiem.

W roku 1987 zadebiutował Fiat 126p BIS. Auto w wersji hatchback otrzymało 800 zmian technicznych i zostało pokazane podczas targów motoryzacyjnych we Frankfurcie. Tylny bagażnik ma pojemność bazową 110 litrów. Po złożeniu oparcia kanapy rozmiar kufra rośnie do 480 litrów. Nowy model zyskał powiększony silnik. Jednostka o pojemności 703 cm3 dysponuje mocą na poziomie 25,2 konia mechanicznego, spala średnio 5,5 litra benzyny oraz rozpędza Malucha do 110 km/h. BIS został wycofany z produkcji w roku 1991, gdy Polska została wskazana jako miejsce produkcji Cinquecento.

Fiat 126p zrobił coś, czego nigdy i nigdzie wcześniej nie był w stanie zrobić żaden inny samochód. To niewielkie, mało funkcjonalne i powolne wozidełko do tego stopnia rozkochało Polaków, że polski Fiat stał się naprawdę polski, a nie włoski. O sentymentalnej sile tego modelu świadczy jeszcze jedno. Ciężko znaleźć w kraju nad Wisłą osobę, której ktoś bliski nigdy nie miał nic do czynienia z Maluchem. A wspomnienia, które dzisiaj pojawiają się razem z uśmiechem, zapewnią dzielnemu Włochowi z polską duszą prawdziwą nieśmiertelność.

Tagi: Fiat 126Pfiat 126p kombiMaluchweekend
Kuba Brzeziński

Autor Kuba Brzeziński

Czasami racjonalista, czasami pedantyczny wielbiciel abstrakcji. Ceni wolność i niezależność. Niepoprawny miłośnik samochodów, który wierzy, że pod masą śrubek i mechanizmów kryje się dusza. Poza tym dziennikarz - motoryzacyjny oczywiście.