zamknij
Fot. DariuszSankowski - Pixabay.com

Nawet 60 proc. fabrycznie nowych samochodów w Polsce trafia do klientów instytucjonalnych. Po okresie eksploatacji w firmie pojazdy te są wystawiane na sprzedaż i w ogromnym stopniu zasilają rynek wtórny. Czy podczas poszukiwania trzylatka warto brać pod uwagę auta poflotowe? Dzisiaj zastanowimy się nad wszystkimi argumentami za i przeciw.

Zła sława samochodów poflotowych sięga korzeniami do lat dziewięćdziesiątych. To wtedy firmy na dobre zaczęły kupować auta dla swoich pracowników. To wtedy także nikt niestety ich nie kontrolował. A to często oznaczało nie tylko eksploatację na granicy możliwości, ale także abstrakcyjnie wysokie przebiegi. Dziś sytuacja jest drastycznie inna. Przeszło dekadę temu klienci instytucjonalni zdali sobie sprawę z tego, że auto w firmie to nie tylko narzędzie pracy, ale też składnik majątku. Aby jego wartość po okresie eksploatacji była możliwie najwyższa, zaczęto na szeroką skalę wdrażać procedury zarządzania flotą. A to automatycznie sprawiło, że auta zbywane przez przedsiębiorstwa zyskały na atrakcyjności.

Zarządzanie flotą – dziś to pełen profesjonalizm!

W firmach zarządzających dużymi flotami samochodowymi tworzone są specjalne działy odpowiadające za dbanie o pojazdy. W mniejszych odpowiedzialność za stan techniczny auta zrzuca się często na pracownika za pomocą specjalnych dokumentów. Kierowcy samochodów służbowych podpisują umowy powierzenia oraz deklarują znajomość regulaminu eksploatacji. Na tej podstawie zobowiązują się nie tylko do dbania o jego czystość, ale także regularnego serwisowania i możliwie najszybszego zgłaszania ewentualnych usterek. W razie niedopełnienia obowiązków mogą ponieść karę finansową nawet w wysokości kosztu naprawy!

Co więcej, firmy coraz częściej limitują ilość możliwych do pokonania kilometrów oraz sprawdzają sposób użytkowania auta flotowego chociażby za sprawą nadajników GPS. Bardzo ważnym elementem zarządzania parkiem samochodowym jest stosowanie techniki marchewki i kija. O kiju już powiedzieliśmy. Co zatem z marchewką? Dbałość eksploatacyjną wzmaga w kierowcach chociażby świadomość, że po okresie eksploatacji będzie im przysługiwać prawo pierwokupu. Poza tym pracodawcy coraz częściej tworzą okresowe rankingi najbezpieczniejszych czy najbardziej ekonomicznych kierowców. Czołowe miejsca w zestawieniach są oczywiście nagradzane premiami.

Jednym z bardziej restrykcyjnych i nowoczesnych sposobów zarządzania flotą jest wybór usług firmy outsourcingowej. W takim przypadku samochody należą do zewnętrznego podmiotu, a przedsiębiorca płaci jedynie abonament za ich użytkowanie. Profesjonalne instytucje typu fleet car management precyzyjnie pilnują dopełniania procedur serwisowych, narzucają kierowcom limity kilometrów oraz stosują system surowych kar za zaniedbania – np. porysowania karoserii czy nadmierne zniszczenia wnętrza.

Auta poflotowe często były serwisowane wyłącznie w ASO

Samochody eksploatowane w ramach wynajmu długoterminowego niemalże w stu procentach przypadków są serwisowane w autoryzowanych stacjach obsługi. A potwierdzona historia przeglądów i ewentualnych napraw zdecydowanie podnosi jego wartość na rynku wtórnym. Auta trafiające do floty w ramach leasingu oraz innych form finansowania, też często są serwisowane w ASO. Często co oczywiście nie oznacza że zawsze. Na ogół na wybór autoryzowanych stacji decydują się duże firmy – ich struktura jest zbyt skomplikowana, aby działy zarządzania zajmowały się poszukiwaniem warsztatów niezrzeszonych.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ  Smartwatch, czy inteligentny zegarek może przydać się za kółkiem?

Zdarza się, że właściciele mniejszych przedsiębiorstw poszukują oszczędności poprzez zlecenie serwisowania aut małym zakładom mechanicznym. Dopóki wszystkie procedury są wykonywane z właściwym interwałem, sytuacja nie powinna jednak martwić. Problem zaczyna się w sytuacji, w której podstawowe wymiany są przeciągane do granic możliwości. Opóźnienie w zmianie oleju silnikowego czy części zawieszenia może stanowić preludium do późniejszych usterek samochodu używanego.

Chociaż dbałość o samochody flotowe zdecydowanie wzrosła, jednego elementu żadnej firmie nie da się przeskoczyć. Auto kupowane do pracy dla przedsiębiorstwa nigdy nie będzie stało na parkingu, a musi zarabiać na siebie w czasie eksploatacji. W ten sposób standardem jest pokonanie w ciągu pierwszych trzech lat około 200 tysięcy kilometrów. Tylko czy tak właściwie to dużo? Samochody w firmie są eksploatowane w całkowicie inny sposób. Poszczególne przejazdy odbywają się na dłuższych dystansach, a rzadszy rozruch i gaszenie silnika oznacza nieco mniejsze obciążenia.

Przebieg? Auta musiały pracować, a nie stać na parkingu

Przebieg pojazdu poflotowego w dużej mierze zależy od jego klasy. Samochody poniżej segmentu C zazwyczaj trafiają w ręce przedstawicieli handlowych. A ci z uwagi na szerokie rejony potrafią pokonać nawet 100 tysięcy kilometrów już w 18 miesięcy. Na dużo niższy przebieg kupujący może liczyć zazwyczaj w przypadku samochodów z segmentów od D. Limuzyny lub eleganckie kombi stanowią formę premii dla managerów, dyrektorów i innych oficjeli w firmie. W efekcie na ogół są wykorzystywane do dojazdów do pracy oraz ewentualnie sporadycznych wyjazdów służbowych. Przez to w ciągu trzech lat pokonują dużo mniejszy dystans.

Najlepiej kupić auto poflotowe bezpośrednio od przedsiębiorstwa, które je eksploatowało. Firmy zazwyczaj nie mają tendencji do przekłamywania przebiegu i informacji dotyczących serwisowania. Poza tym często oferują naprawdę atrakcyjne ceny. Samochód firmowy w takim przypadku może być nawet o 30 proc. tańszy od odpowiedników eksploatowanych przez osoby fizyczne! Relacja wartości zakupu do wartości rynkowej zaczyna się mocno zmniejszać w sytuacji, w której kierowca kupuje samochód od pośrednika w postaci komisu czy pracownika, który wcześniej odkupił auto od przedsiębiorstwa.

Zatem czy zakup auta poflotowego ma sens? Z pewnością tak. Jednak wcześniej musi zostać spełnionych kilka warunków. Samochód musi być zadbany i regularnie serwisowany, a sprzedawcą powinna być duża firma ewentualnie instytucja leasingowa. Jeżeli do tego cena pojazdu jest naprawdę atrakcyjna, kupujący nie powinien zbyt długo zastanawiać się nad ofertą. Ktoś może mu ją bowiem sprzątnąć sprzed nosa…

Tagi: auta flotoweUżywaneużywany samochódzakup używanego auta
Kuba Brzeziński

Autor Kuba Brzeziński

Czasami racjonalista, czasami pedantyczny wielbiciel abstrakcji. Ceni wolność i niezależność. Niepoprawny miłośnik samochodów, który wierzy, że pod masą śrubek i mechanizmów kryje się dusza. Poza tym dziennikarz - motoryzacyjny oczywiście.