zamknij
Fot. Materiały prasowe

Na szczęście już dawno do lamusa odeszły czasy, w których kierowca w Polsce mógł w salonie kupić tylko i wyłącznie jeden samochód – Malucha w kilku kolorach! Dziś nasz kraj stał się prawdziwą mekką dla motomaniaków, którzy podczas zakupu nowego auta mogą dosłownie przebierać w ofertach. I choć na sytuację taką ciężko narzekać, nadal można znaleźć kilka propozycji pojazdów, które są ciekawe, ale niestety nie pojawiły się w polskich salonach. Zobaczcie nasze typy. Który z nich zobaczylibyście w swoim garażu?

Dodge Challenger – wnuk gwiazdy Bullitta

Ciężko znaleźć bardziej legendarnego Dodge`a niż Challenger. A swoją sławę amerykańskie coupe zawdzięcza pierwszej generacji. Klasyczny model ze sporą ilością chromów i bulgoczącą V-ósemką pod maską zagrał w filmie Bullitt z 1968 roku. I w tym momencie na stałe wszedł do gwiazdozbioru motoryzacyjnego. Kariera rynkowa Dodge`a trwała jeszcze ponad dekadę i w sumie dwie generacje. Ostatni model serii drugiej opuścił taśmę linii produkcyjnej w roku 1983 i wtedy zapadła cisza. A trwała ona aż… 40 lat. Legenda powróciła w roku 2008. Zrobiła to jednak w wielkim stylu. Nowy Challenger przypomina klasyka. To dało mu potężną siłę przebicia na rynku. W tym aucie żałować można właściwie tylko jednego. Niestety nigdy nie dotarło oficjalnie do Polski.

Dodge Challenger, Dodge, Challenger
Fot. Materiały prasowe Dodge

Holden Commodore VF II – australijski dzikus

Holden Commodore VF II być może nie wygląda jak milion dolarów, być może nie jest najnowocześniejszym samochodem świata i być może nie ma najlepiej wykonanego wnętrza. Ma jednak coś, czego wielu sedanom segmentu D dostępnym w Polsce brakuje. Hektolitry testosteronu krążące zaraz pod powierzchnią karoserii! Holden jest napędzany 6,2-litrową V-ósemką. Nie, to nie pomyłka, benzyniak ma rzeczywiście taką pojemność. A do tego brzmi tak złowrogo jak rozwścieczony niedźwiedź. Moc przeszło 413 koni mechanicznych jest przekazywana na tylne koła. Sedan podczas jazdy jest dziki i narowisty. Od lat pełni rolę pogromcy motoryzacyjnych chojraków.

Holden Commodore, Holden, Commodore
Fot. Materiały prasowe Holden

Lexus LX – zarezerwowany dla Stanów Zjednoczonych

Choć LX został przybrany elementami stylistycznymi charakterystycznymi dla Lexusa, oczywiście w jego sylwetce mocno widać inspirację Toyotą Land Cruiser. To jednak naprawdę nic złego. W końcu powinowactwo z legendarną terenówką oznacza stały napęd na cztery koła, wybitne zdolności terenowe oraz sprawdzoną technologię. A dodatkowo Lexus otrzymał coś wyjątkowego – 5,7-litrową V-ósemkę! Za każdym razem gdy potężny motor zostaje uruchomiony, płakać zaczynają ekolodzy. Do ich szlochu kierowca przyłącza się tylko wtedy, gdy co chwila z zapaloną kontrolką rezerwy jedzie SUV-em na stację benzynową…

Lexus LX, Lexus, LX
Fot. Materiały prasowe Lexus

Ariel Atom – moto-miłość ma czasem dziwne ścieżki

Ciężko powiedzieć konkretnie czym tak właściwie jest atom. Przypomina trochę auto, jednak zamiast standardowej karoserii ma orurowanie. I wcale nie chodziło o braki w budżecie producenta, a raczej oszczędność masy. Ariel Atom waży zaledwie 550 kilogramów. To jednak nie przeszkadzało inżynierom w wyposażeniu pojazdu w 500-konną, 3-litrową V-ósemkę. Bolid osiąga pierwszą setkę w 2,3 sekundy. Jest zatem więcej niż piekielnie szybki! Za jego kierownicą uważać trzeba tylko na jedno. Konkretnie kamyczki wydobywające się spod kół samochodów poprzedzających. To jednak drobna niedogodność, bowiem Atom udowadnia, że w prostocie jest siła. Właśnie dlatego zrobiło się nam przykro, że auta nie można kupić w Polsce.

Ariel Atom, Ariel, Atom
Fot. Materiały prasowe Ariel

Lincoln Continental – egzotyczny rywal w segmencie F

W historii Lincolna było co najmniej kilka ważnych dat. W roku 1936 projektanci marki po raz pierwszy postawili na nadwozie dopracowane aerodynamicznie, w roku 1961 w ówczesnym Continentalu postrzelony zostaje prezydent USA John F. Kennedy, a w roku 1981 debiutuje Town Car – jeden z samochodów, które w kinematografii często pełnią rolę limuzyny gangstera. Co można powiedzieć o nowym Continentalu? To coś na kształt Rolls-Royce`a z USA. Być może przednimi reflektorami przypomina nieco Mondeo, jednak grill, maska, linia boczna i tył prezentują się po prostu majestatycznie. Amerykanie po raz kolejny udowodnili, że potrafią tworzyć naprawdę piękne samochody. Co ważne, kabinie limuzyny również nie brakuje szyku i elegancji. Continental nie ma niestety jednego. Salonu sprzedaży w Polsce.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ  Premiery targów Fleet Market 2017 - auta, które warto zobaczyć!
Lincoln Continental, Lincoln, Continental
Fot. Materiały prasowe Lincoln

Lotus Elise Cup 260 – receptą na szybkość nie jest… nowoczesność!

Brytyjczycy mają dość nietypową receptę na samochód sportowy. Musi to być maksymalnie prosty roadster z czterocylindrowym silnikiem. Czemu prosty? Bo to sprawia, że staje się wyjątkowo lekki. W założenia te wyśmienicie wpisuje się Lotus Elise. I choć model funkcjonuje na rynku już od 21 lat, nie ma problemów z tym, żeby zawstydzać dużo nowocześniejszych konkurentów. Szczególnie jeżeli mowa o wersji Cup 260. W tym wariancie 1,8-litrowy benzyniak Toyoty rozwija 253 konie mechaniczne. Te wystarczą do rozpędzenia ważącego 862 kilogramy roadstera do pierwszej setki w 3,8 sekundy. Elise przyspiesza jak dziki, a do tego prowadzi się precyzyjnie i pewnie. W skrócie gwarantuje brytyjskie wyważenie.

Lotus Elise Cup 260, Lotus Elise, Lotus, Elise, Elise Cup 260
Fot. Materiały prasowe Lotus

Ford F-150 – Polska raczej nigdy nie ujrzy tej legendy

Najlepiej sprzedający się pojazd na świecie? Volkswagen Garbus – pudło! Toyota Corolla – też pudło! Ten laur od lat przypada Fordowi F-150. Pick-up ma nowoczesną twarz, wybitnie masywne nadwozie, a do tego uniwersalny charakter. Nadaje się zarówno do ciężkiej pracy na farmie, jak i zakupów w centrum handlowym. Do tego jest produkowany od 69 lat, a w tym czasie obrósł prawdziwą legendą. Czemu F-150 nigdy nie trafił na polski rynek? Powodów może być kilka. Przede wszystkim Ford jest zbyt duży na nasze drogi. Na parkingu potrafi zająć nawet dwa i pół miejsca. Do tego najmniejszy silnik ma 2,7-litra pojemności, przez co pick-up jest niedostosowany do potrzeb nadwiślańskiego klienta.

Ford F-150, Ford, F-150
Fot. Materiały prasowe Ford

Tesla Model S – moto-gadżet ze Stanów

Samochody elektryczne być może nie brzmią zbyt emocjonująco podczas przyspieszania. Z pewnością mają też spore ograniczenia związane chociażby z zasięgiem. Mimo wszystko są przykładem ciekawego gadżetu motoryzacyjnego. Tym bardziej ciekawego, że najmocniejsza Tesla Model S dysponuje stadem 772 koni mechanicznych oraz osiąga pierwszą setkę w 2,4 sekundy. Amerykański model wygląda na całkiem zgrabnego sedana? To błąd! W rzeczywistości kierowca ma do czynienia z liftbackiem, który za sprawą zastosowania kompaktowych silników elektrycznych jest w stanie zabrać na pokład nawet 7 osób.

Tesla model S, Tesla, model s
Fot. Materiały prasowe Tesla

Cadillac Escalade – nie oceniajmy go schematami

Cadillac jest jedną z tych marek, które przez lata budziły jedynie uśmiech politowania. Czemu? Kojarzyły się z jasnoróżowymi karoseriami kabrioletów, którymi jeździli przede wszystkim emeryci z Florydy. Z wizerunkiem tym postanowił zerwać flagowy SUV nazwany Escalade. W tym jednak przypadku metamorfoza też poszła w nieoczekiwanym kierunku. Model stał się częstym gościem rap-teledysków. W nich przybierany jest serią akcesoriów tuningowych, a w tym olbrzymimi, chromowanymi obręczami z obrotowym środkiem. I choć historia pewnie potraktuje Escalade niesprawiedliwie i zaszufladkuje go w roli samochodu afroamerykańskich gangsterów, my i tak żałujemy, że model nigdy oficjalnie nie dotarł nad Wisłę.

Cadillac Escalade, Cadillac, Escalade
Fot. Materiały prasowe Cadillac

Chevrolet Bolt – z tego sukcesu Amerykanie się akurat nie cieszą!

Jesteśmy świadomi tego, że wyróżniliśmy niewielkiego, elektrycznego hatchbacka. W tym aucie jest jednak co najmniej kilka fajnych rzeczy. Niech rozmiary was nie zwiodą. To ma być napędzany prądem hot hatch! 200-konny agregat elektryczny sprawia, że Bolt osiąga 48 km/h w zaledwie 2,9 sekundy. Pierwsza setka to kwestia około 7 sekund. Na jednym ładowaniu auto powinno pokonać nawet 320 kilometrów. A wiecie co jest najlepsze? Chevrolet wcale nie robi interesu na sprzedaży e-hatchbacka. Jak się bowiem okazuje, oferuje na tyle dumpingową cenę, że do każdego wyprodukowanego egzemplarza musi dołożyć. Tym samym za każdym razem, gdy wpływa zamówienie na kolejnego Bolta, w centrali marki rozlega się głośny płacz księgowego.

Chevrolet Bolt, Chevrolet, Bolt
Fot. Materiały prasowe Chevrolet
Tagi: Cadillacpolski ryneksprzedaż aut w Polscetesla
Kuba Brzeziński

Autor Kuba Brzeziński

Czasami racjonalista, czasami pedantyczny wielbiciel abstrakcji. Ceni wolność i niezależność. Niepoprawny miłośnik samochodów, który wierzy, że pod masą śrubek i mechanizmów kryje się dusza. Poza tym dziennikarz - motoryzacyjny oczywiście.