zamknij
Fot. Materiały prasowe Nissan

Samochody ekologiczne zaczynają swoją światową karierę. Cieszą się rosnącą popularnością zarówno w segmencie klientów prywatnych, jak i flotowych. Niestety coraz częściej pojawiają się głosy mówiące o tym, że ograniczenia eko-pojazdów zaprowadzą je prędzej lub później do ściany. I warto zaznaczyć, że nie są to wyłącznie głosy złośliwe, a często głosy wynikające z rozsądnej analizy zysków i barier. Barier? Sprawdźcie jakich!

Myśląc o samochodach ekologicznych, wszyscy kierowcy oczami wyobraźni widzą auta o napędzie hybrydowym i elektrycznym. To jednak dopiero połowa prawdy. O środowisko dbają również samochody, które zostały wyposażone w instalacje zasilania gazem. Choć dzisiaj znaczenie LPG powoli zaczyna spadać, jeszcze dekadę temu polskie firmy bardzo chętnie patrzyły w stronę tego typu paliwa. Na rynku nie brakowało pancernych benzyniaków, które przez setki tysięcy kilometrów mogły być bez żadnego uszczerbku eksploatowane na gazie. Gazie, który był o połowę tańszy od benzyny.

Czemu rynkowe znaczenie instalacji LPG maleje? Przede wszystkim decydują o tym nowe generacje silników benzynowych. Te korzystają z bezpośredniego wtrysku paliwa. A w takim przypadku montaż układu zasilania gazem jest możliwy, jednak system działa w ograniczonym zakresie z ciągłymi dotryskami benzyny. Nowa generacja układów wtryskowych pod znakiem zapytania stawia opłacalność LPG we flotach. Tym samym firmy coraz bardziej się od niego odwracają. Jako że szukają równie ekologicznego i taniego w eksploatacji następcy, zaczęły myśleć o napędach hybrydowych.

Optymalizacja cen – jeden z głównych powodów sukcesu

Silnik spalinowo-elektryczny zamontowany w aucie przynosi firmie dwie korzyści. Pierwsza jest oczywiście fiskalna. Eksploatacja hybryd z uwagi na niskie zużycie paliwa jest stosunkowo tania. Po drugie auta tego typu otrzymują dużo bardziej rozsądne ceny. Jeszcze na początku nowego millenium za najtańszy model spalinowo-elektryczny trzeba było zapłacić blisko 100 tysięcy złotych. Dziś fabrycznie nowy Yaris Hybrid został wyceniony na niespełna 67 tysięcy złotych.

Hybrydy póki co mają jedynie nieco za wysoką cenę nabycia, ale to się zmienia. Auta hybrydowe już dawno są traktowane na równi z innymi samochodami i stanowią alternatywę dla flot.

– powiedział Piotr Wielgus – redaktor naczelny magazynu „Menadżer Floty”.

Oczywiście ceny samochodów hybrydowych nie da się analizować w oderwaniu od cen aut z napędem konwencjonalnym. A dobrym przykładem porównawczym może się stać Toyota Auris. Japończyk wyposażony w 136-konny motor spalinowo-elektryczny i skonfigurowany z pakietem Premium kosztuje 89 900 złotych. Auto napędzane 112-konnym dieslem o pojemności 1,6 litra i identycznym poziomem wyposażenia zostało wycenione na 88 200 złotych. Hybryda mimo iż oferuje technologię o niebo bardziej zaawansowaną, jest zaledwie o 1700 złotych droższa.

Hybrydy już dziś sprzedają się jak ciepłe bułeczki. A najbardziej miarodajne są dane dostarczone przez ekologicznego giganta – firmę Toyota. Napędy spalinowo-elektryczne generują w Europie aż 40 procent ogólnej sprzedaży japońskiej marki. Ostateczny wynik oczywiście zależy od modelu i w przypadku najnowszego crossovera C-HR osiąga rekordową wartość na poziomie 80 proc. Hybrydowe Toyoty oczywiście są wybierane nie tylko przez osoby prywatne. Stanowią coraz ważną część struktury sprzedaży także w segmencie flotowym.

Firmy dbają o ekologię, nie boją się hybryd!

Jednym z ostatnich sukcesów Toyoty jest sprzedaż rekordowej ilości samochodów spalinowo-elektrycznych w jednostkowym zamówieniu. Aż 300 Yarisów Hybrid zamówiła firma Panek. Polska wypożyczalnia chce w ten sposób zapoczątkować sieć usług carsharingu nad Wisłą. A japońska hybryda jest ważną częścią planu na atrakcyjną cenę korzystania z wypożyczanego na minuty auta.

W przypadku CarSharingu mamy do czynienia z tradycyjną ofertą na wynajem samochodu w mieście. Tutaj hybryda ma największe zastosowanie. Hybrydowy Yaris może poruszać się w korku korzystając z silnika elektrycznego, przez to mniej pali, a to ważne, ponieważ spalanie to część kalkulacji ceny usługi. W mieście pojawiło się 300 samochodów, nie chcieliśmy jeszcze dołożyć sporej ilości CO2. Zdecydowaliśmy się na zakup droższych, ekologicznych samochodów, które dadzą nam wszystkim komfort.

– powiedziała Katarzyna Panek – dyrektor marketingu firmy Panek.

Sukcesywnie we flotach zaczną się pojawiać również auta elektryczne. Intensyfikacja wdrażania elektryków do firmowych parków samochodowych jest widoczna chociażby u naszych zachodnich sąsiadów. Niemcy uzbrajają w pojazdy zeroemisyjne swoją pocztę. Co się dzieje nad Wisłą? Podejmowane są pierwsze nieśmiałe próby m.in. w Warszawie. To właśnie w stolicy od kilkunastu miesięcy działa korporacja taksówkarska, której flota składa się z elektrycznych Nissanów Leaf.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ  Miejska walka ze spalinami i smogiem

Ekologiczne samochody w firmie – czy bezawaryjność jest w cenie?

Jedną z największych zalet eko-napędów jest bezawaryjność. To bez wątpienia ważna informacja, jednak głównie dla nabywców prywatnych patrzących na inwestycję długofalowo. Przedsiębiorcy mają nieco inny punkt widzenia. Firmy zazwyczaj eksploatują pojazdy przez 2 – 3 lata. A w tym czasie większość obecnie dostępnych samochodów nie powinno wykazywać wysokiego wskaźnika awaryjności. Tym samym choć bezusterkowość jest ważna, ciężko ją wpisać na listę realnych korzyści, które znajdą swoje odzwierciedlenie w firmowej księdze podatkowej.

Samochody elektryczne i hybrydowe, ale także wodorowe, to bez wątpienia przyszłość motoryzacji. Trudno powiedzieć, jak odległa, ale ta rewolucja już się dzieje. 6 i 7 października w Warszawie organizujemy targi EkoFlota. Będzie można tam nie tylko obejrzeć najnowsze samochody z napędem alternatywnym, nie tylko nimi pojeździć, ale także wziąć udział w konferencji i porozmawiać z przedsiębiorcami o tym, dlaczego warto mieć takie samochody w swoich flotach. Z dużego zainteresowania targami wynika, że temat jest jak najbardziej na czasie.

– powiedział Piotr Wielgus – redaktor naczelny magazynu „Menadżer Floty”.

Zalety są oczywiste, ale… i nie brakuje wad

Szeroka lista zalet sprawia, że samochody ekologiczne o napędzie hybrydowym i elektrycznym są wdrażane do flot i będą wdrażane do flot. Niestety szczególnie na gruncie polskim należy sobie zdać sprawę z tego, że działanie mechanizmu zostanie utrzymane, jednak wyłącznie do pewnego momentu. A moment ten zostanie wyznaczony przez nieubłagane prawa rachunku ekonomicznego. Przedsiębiorcy powoli zaczynaj odchodzić od zakupu samochodów wyposażonych w silnik diesla. Te choć są dużo bardziej oszczędne od aut wyposażonych w motor benzynowy, różnica w cenie jest na tyle duża, że nawet wyższe koszty zakupu benzyny w okresie eksploatacji nie są w stanie jej zniwelować.

Problem silników diesla nietrudno przełożyć na sytuację napędów ekologicznych. Zarówno samochody hybrydowe, jak i elektryczne nadal są zdecydowanie droższe od odpowiadających pojazdów wyposażonych w motor benzynowy. A przepaść cenowa nieubłaganie musi się pojawić na liście wad branej pod uwagę podczas zakupu pojazdu flotowego i z czasem skaże rynek eko-floty na stagnację. Co mogłoby ją przerwać? Zewnętrzna stymulacja w postaci ulg i dopłat rządowych. Zwrot części środków wydatkowanych na zakup samochodu ekologicznego oraz chociażby wyjęcie spod opłat za parkowanie w centrach miast mogłoby poprawić sytuację hybryd i elektryków w rachunku fiskalnych zysków i strat oraz szybko odwrócić trend.

Sytuację świetnie rozumieją rządu Europe Zachodniej. W Polsce do tej pory jednak ani nikt nie myślał, ani nadal nie myśli o programie ulg dla użytkowników samochodów ekologicznych. A to duży błąd. Stagnacja na rynku eko-flot ma potężne znaczenie dla całego rynku motoryzacyjnego. W końcu firmy kupują przeszło 60 proc. wszystkich nowych samochodów nad Wisłą. Bez nich nie będzie mowy o dalszym popularyzowaniu samochodów o napędzie elektrycznym i hybrydowym oraz nie da się zatem pracować nad ograniczaniem emisji szkodliwych związków do atmosfery.

To auta elektryczne wymagają szczególnego działania!

Jeszcze większe bariery rozwojowe w Polsce dotyczą samochodów elektrycznych. W ich przypadku działa bowiem nie tylko cena, ale również mocno ograniczona infrastruktura służąca do ładowania. O ile w dużych miastach uda się znaleźć kilka stacji ładujących, o tyle w mniejszych czy poza miastami punktów takich nie ma wcale. W ten sposób dopóki infrastruktura nie zostanie rozbudowana, auta elektryczne w firmach mogą pełnić jedynie rolę pojazdu dla kuriera bliskiego zasięgu, ewentualnie pojazdów poruszających się w ramach sieci carsharingu.

Hybrydy we flotach nie są już niczym nienormalnym. Trochę inaczej przedstawia się sytuacja z autami elektrycznymi. Ale nie jest to kwestia niechęci do tego typy pojazdów, a raczej przeszkody w postaci zbyt niskich zasięgów i niezbyt dużej ilości stacji ładowania. Nad zasięgami koncerny już pracują. Stacje ładowania to kwestia infrastruktury i chęci.

– powiedział Piotr Wielgus – redaktor naczelny magazynu „Menadżer Floty”.

Ekologiczne samochody w firmie – podsumowanie

Eksperci motoryzacyjni nie mają żadnych wątpliwości. Samochody ekologiczne stanowią przyszłość motoryzacji, także i tej flotowej. Rynek rozwija się naprawdę dynamicznie. A każdy kolejny wynalazek i każde nowe rozwiązanie sprawiają, że perspektywa przejęcia hegemonii przez eko-pojazdy zaczyna się coraz bardziej skracać.

Oczywiście mowa nie tylko o konsumenckiej części rynku. Należy zdać sobie sprawę z tego, że bez segmentu flotowego hybrydy i elektryki nigdy nie zostaną światowym numerem jeden! A żeby ekologiczne auta na dobre zagościły na placach przed firmami, konieczne jest działanie. Działanie w postaci systemu dopłat i rozbudowy koniecznej infrastruktury. Tylko w ten sposób pojazdy „zielone” staną się wystarczająco atrakcyjne dla przedsiębiorców.

Tagi: ekologiasamochód firmowysamochód w firmiesamochody elektrycznesamochody hybrydowe
Kuba Brzeziński

Autor Kuba Brzeziński

Czasami racjonalista, czasami pedantyczny wielbiciel abstrakcji. Ceni wolność i niezależność. Niepoprawny miłośnik samochodów, który wierzy, że pod masą śrubek i mechanizmów kryje się dusza. Poza tym dziennikarz - motoryzacyjny oczywiście.